O inspiracjach dla marketingu
czwartek, 24 kwietnia 2008
Reklama i faceci w kombinezonach

Ziemia okazała się zbyt mała i po prostu zbyt przyziemna dla kolejnej kampanii reklamowej. Piwo the Rolling Rock stosuje Moonvertising i reklamuje się na Księżycu. Ale od początku.

Reklamodawcy już nie raz podchodzili do kampanii reklamowej jak do misji naukowej. Nie raz w związku z tym zaprzęgali do pracy szalonych naukowców.

Tuja Coca Cola i Mentos

Ale marka piwa Rolling Rock poszła w bardziej zaawansowany świat nauki. Ekipa ? tacy Ghost Busters i Inspektor Gadget w jednym ? ma nowy, naprawdę wielkoformatowy kosmiczny nośnik w postaci Księżyca. Za pomocą lasera Rolling Rock chce umieścić na Księżycu swoje logo. Zresztą Ron Stablehorn, dyrektor marketingu, wszystko wyjaśnia.

pierwsza próba trochę nie wyszła...

ale w końcu się chyba udało

Teraz Rolling Rock na www.moonvertising.com umożliwia Ziemianom umieszczenie na Księżycu dowolnego przekazu. My już wysłaliśmy pytanie: What on Earth are we doing on the Moon?

czwartek, 10 kwietnia 2008
Dębica wirusowo
Dębica przygotowała reklamę wirusową promującą oponę letnią Dębica Passio 2. W informacji, którą przesłali czytamy:

Obok klasycznych działań marketingowych (kampania TV i POS w toku), firma przygotowała krótki film przeznaczony do rozpowszechniania w internecie, który ma w interesujący sposób pokazać praktyczne zalety nowej opony. Opony to produkt, który trudno jest zaprezentować w interesujący sposób, nie odwołując się wyłącznie do emocji, dlatego mamy nadzieję, ze tego typu niestandardowy sposób prezentacji produktu spodoba się odbiorcom.

Czy rzeczywiście chcemy forwardowc takie reklamy??

Ostatnio rozmawiałem z Johnem Hlinko, z którym pełny wywiad znajdzie się w kwietniowym Brief, który wskazał trzy proste zasady, o których warto pamiętać przy realizacji wirusów.

  1. Video oprócz przekazu racjonalnego, musi nieść przekaz emocjonalny. Ludzie muszą poczuć emocje, żeby przekazać to dalej.
  2. Należy wywoływać dysonans poznawczy. To musi być zaskakujące, dziwne, niespodziewane, żeby człowiek się zatrzymał i zerknął na to raz jeszcze.
  3. Filmy wirusowe tworzy się na potrzeby You Tube, a nie dla telewizji. Obraz jest mały i nie należy skupiać się na detalu.

Jednak kluczowe jest jak zaznacza Hlinko pamiętać o tym, że nasza widownia może być motywowana zupełnie czymś innym niż my. Jestem przekonany, ze szefom Dębicy ta reklama przypadła do gustu. Nie wiem jak innym bo od 6 dni reklama miała 80 wyświetleń.

poniedziałek, 07 kwietnia 2008
Zabijanie w sieci - rozwiązanie
Jakiś czas temu pisałem tutaj o stronie www.zabijzemna.com, gdzie mogliśmy znaleźć informację o tym, że jeśli licznik odwiedzin będzie 5-cio cyfrowy, pokazany tam mężczyzna zginie. Na początku chciałbym wszystkich uspokoić, że człowiek przeżył :), bo tak jak już wtedy pisałem była to promocja filmu 'Nieuchwytny' dystrybuowanego przez firmę Monolith. Niemniej jednak strona przez 2 tygodnie zanotowała ponad 170 tysięcy wejść... co daje sześć cyfr, więc... Ludzie wiedząc nie wiedząc klikali. Przypomina mi to historię pewnego moredrstwa (niestety to nie jest bajka), o której pisali Cialdini i Aronson. A historia była taka:
Historia dotyczy młodej, dwudziestokilkuletniej kobiety, Catherine Genovese, która w 1964 r. została zamordowana na własnej ulicy, gdy wracała z pracy. Było to morderstwo wyjątkowe, gdyż trwało ok. 35 minut, a 38 sąsiadów ofiary bezczynnie się mu przyglądało ze swoich okien. Morderca, przestraszony blaskiem zapalających się świateł, trzykrotnie uciekał z miejsca zbrodni i za każdym razem wracał, aby dokończyć swoje ?dzieło?, gdyż poza światłem nie zauważył innych oznak reakcji ze strony otoczenia. Żadna z przyglądających się osób nawet nie pofatygowała się, żeby zadzwonić na policję, co przecież nie stwarzało dla niej żadnego realnego niebezpieczeństwa.
Wyjaśniając to wydarzenie badacze doszli do dwóch wniosków:
  • po pierwsze, doszło do rozproszenia odpowiedzialności
  • po drugie, wystąpiła zasada społecznego dowodu słuszności i zjawisko niewiedzy wielu - skoro nikt nie reaguje na zaistniałą sytuację, to znaczy, że nic takiego się nie dzieje i nie wymaga naszej interwencji.
W naszym konkretnym przypadku interwencja jednak nastąpiła, bo jak opowiada Michał Duma z Monolith do siedziby firmy wdarła się policja z pytaniem "Gdzie przetrzymujecie tego człowieka?" Zdarzenie zgłosiła podobno jakaś starsza babcia. Film Nieuchwytny wchodzi na ekrany kin w piątek i mogę tutaj zdradzić, zajawić, że pomysł na taki serwis pochodzi z fabuły filmu. Podobny serwis powstał też w angielskojęzycznej wersji www.killwithus.com. Promocja czy nie promocja, to zdarzenie przypomniało tylko, że natura człowieka bywa dość marna :(
środa, 19 marca 2008
Agencje zdefiniowane
Niedawno powstała pierwsza agencja reklamowa dla kobiet Garden of Words, wcześniej z różnym powodzeniem Yoof, z ideą marketingu do młodych. Nowe agencje są jak produkty i szukają swojego wyróżnienia na rynku. Wcześniej to był podział pod kątem kompetencji, teraz coraz częściej pod kątem grup celowych, o których chcą wiedzieć jak najwięcej. W tym celu poznańska agencja Kid & Young uruchomiła blog www.newkidsontheblog.pl, prezentujący najciekawsze przykłady kampanii adresowanych do młodych. Autorami blogu są pracownicy działu kreatywnego agencji Kid&Young. - Zawsze chcieliśmy i nadal chcemy robić takie reklamy. Mamy nadzieję, że marketerzy, którzy szukają nieszablonowych rozwiązań dla swoich marek, znajdą tu nieocenione źródło inspiracji - mowi Kamil Głaz, dyrektor kreatywny Kid&Young.
środa, 06 lutego 2008
Sex, clicks i żabojad

O czym jest ta reklama? pytam człowieka przypadkowo spotkanego na schodach. - O jaka ładna Pani. - A samochód się podoba? - Jaki samochód? Ano właśnie... i nie ma znaczenie, że reklama jest kompletnie bez pomysłu (zastanawia mnie co ma znaczyć miejska limuzyna w tym wypadku). Ważna, że jest tam Carla Bruni, która teraz jest tak hot, że wszystko czego się dotknie płonie. Oprócz furki, nawet Pierwszy Żabojad dostaje wypieków. No ale co lepiej sprzedaje niż władza, sex, show biznes i wątek romantyczny? Jak ogłosiło Google nazwisko fotomodelki stało się ostatnio tak cenne, a popyt na reklamę jest tak duży, że reklamodawcy płacą nawet po 5 dolarów za kliknięcie. U nas też mieliśmy sex w polityce. Niestety na razie tylko w takim wydaniu. Ale zawsze coś:)
piątek, 25 stycznia 2008
Była raz sobie pewna strategia
Według najnowszego, listopadowego zestawienia Megapanel serwis aukcyjny Allegro.pl zanotował największą liczbę odsłon (3,9 mln). W tej kategorii palmą pierwszeństwa na zmianę wymienia się właśnie Allegro z portalem Onet. Należy podkreślić, że oba serwisy mocno śrubują wyniki i od lipca do listopada liczba odsłon notowanych na Allegro wzrosła o przeszło 28 proc. To się z czegoś bierze. Mam wrażenie, że Allegro od kilku już lat prowadzi bardzo konsekwentną i przemyślaną strategię komunikacji. Oczywiście platformą kluczową jest internet, ale nie tylko... Teraz kilka przykładów. Aukcją, która wywołała największe zainteresowanie ze strony internautów (600 tys.), był licytowany obraz ojca Tadka Rydzyka "Ojciec Dyrektor Rydzyk Lux Mundi" (światłość świata). Sam autor tak opisał symbolikę obrazu: "Twarz ojca jaśnieje blaskiem, ponieważ jest jak latarnia wskazująca nam, zbłąkanym, drogę pośród ciemności' niezłe :) Od kilku już lat Allegro współpracuje z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy, przygotowując specjalny serwis, na którym licytowane są przedmioty na akcję. świetne :) Odrębny serwis został też przygotowany dla Kuby Wojewódzkiego, po którego programach licytowane są przedmioty, które przynoszą goście. Oczywiście na cele charytatywne. sprytne :) Z platformy Allegro korzysta też nałogowo program Szkło Kontaktowe. Ostatnio licytowane na przykład były bannery partii które w Sejmie zostały zastąpione przez wypasione LCD-ek. A Play z okazji milionowego użytkownika licytuje złoty numer 791 000 000 Gdzie? Oczywiście na Allegro. W momencie pisania tego posta cena osiągnęła poziom 5 150 zł. Przykładów działań Allegro w internecie jest na pewno dużo więcej, ale należy tutaj podkreślić, że nie są to akcje chaotyczne, kontrowersyjne, czy robione ad hoc. Ma to sprawiać wrażenie działań przemyślanych i pewnych... czyli tak jak z transakcjami w tym serwisie - pewnie i bezpiecznie. Nie pamiętam też jakieś większej bomby PR-owej, która naruszyłaby ich wizerunek. Było coś kiedyś o tym, że człowiek wystawił samochód, a później nie chciał go sprzedać, ale to tylko pokazało, że w takich przypadkach sprawą zajmuje się sąd bo Allegro to nie samowolka. Latem natomiast wygrzewając się na bałtyckich plażach nad głowami latało nam coś takiego. Za to minus, ale świadomość buduje. Innym razem podążając chodnikiem i patrząc jak moja prawa noga ściga się z lewą w oczy wpadły mi chodnikowe murale Allegro. Oczywiście można powiedzieć, że to co oferuje Allegro jest specyficzne i w zasadzie nie mają na naszym rynku konkurencji. Ale trzeba wyraźnie powiedzieć, że konkurencji nie mają, bo jej nie pozwolili nic zdziałać. Istnieje przecież polski eBay czy swistak.pl, ale obroty tych serwisu to jedynie promil transakcji aukcyjnych realizowanych w Polsce. Allegro wywalczyło sobie to o czym marzy każda marka, a mianowicie zagarnęli kategorię, bo jeśli aukcje to Allegro.pl
wtorek, 15 stycznia 2008
Prawda nie istnieje
Na You Tube pojawiła się ostatnio taka oto wersja reklamy BPH

dla przypomnienia oryginał

Oczywiście nikt nie wie skąd to się wzięło, co i jak. Czyli tak jak to wirusami...heh. Zadzwoniliśmy do BPH z pytaniem kto za to odpowiada i czy wiedzą cokolwiek na temat tej nieoficjalnej wersji. W odpowiedzi otrzymaliśmy następujące oto oświadczenie banku BPH.

"W związku z pojawieniem się nieautoryzowanej i szkodliwej dla Banku, pirackiej kopii reklamy ?Pożyczka od ręki?, Bank BPH oświadcza, że wersja ta powstała bez akceptacji Banku. Zawarte w niej treści są sprzeczne z obowiązującymi w Banku zasadami i standardami komunikacji z Klientami.

Z chwilą dowiedzenia się o istnieniu takiej kopii, Bank BPH podjął wszelkie działania w celu wyjaśnienia zaistniałej sytuacji oraz ustalenia osób odpowiedzialnych za stworzenie i dystrybucję tej ?reklamy?.

Bank wyraża ubolewanie z powodu zaistniałej sytuacji."

Postanowiliśmy zatem skontaktować się z agencją Just, która odpowiada za obsługę reklamową banku. Marcin Gawęcki, account director warszawskiego oddziału banku już się domyślał w jakiej sprawie dzwonimy. Oświadczył, że według jego wiedzy (bo nie wie dokładnie co się na planie działo) agencja nie ma nic wspólnego z zaistniałą sytuacją i zadeklarował, że będą szukać winnych. Hmm. To kto ma z tym coś wspólnego? Czy to może sprawka jakiś chochlików? Otóż jak rozmawialiśmy o tym w redakcji to staraliśmy się znaleźć tutaj jakąś logikę. No bo po przejęciu BPH przez PKO SA jest tak, że ludzie za bardzo nie wiedzą czy to jeszcze istnieje czy nie. Więc w tej chwili powinno im przede wszystkim chodzić o utrzymanie świadomości marki. A do tego taki wirus to świetne rozwiązanie. BPH komunikuje przecież swoją ofertę 'pożyczka od ręki', o czym nie zapomniał też wspomnieć w swoim oświadczeniu. No i ta urocza pani, która jak wypowiada magiczne słowo, to się od razu pojawia uśmiech na twarzy (polecam poczytać komentarze na You Tube). Musiał ją przecież ktoś nakręcić. Bo jeśli zrobiłaby to bez zgody twórców, to kolejnego angażu w reklamie już nie dostanie. A tego byłoby szkoda ;) To wszystko każe nam sądzić, że mamy tutaj do czynienia z ciekawym wirusem usług bankowych. Może będą odmładzać swoją grupę i to początek nowego pozycjonowania tej marki, który z giganta stał się małym podmiotem i teraz będzie oferował usługi bardziej specjalistyczne, premium, kierowane do klientów o zasobniejszych portfelach, działając na większych marżach. Tego nie wiemy i tak sobie gdybamy. Jeśli ktoś ma jakieś info w tej sprawie to zapraszam do komentarzy A poniżej kilka innych przeróbek :)

czwartek, 03 stycznia 2008
Fight for kisses
Iza zwróciła mi wczoraj uwagę na kolejną (po DARE) świetną kampanię maszynek Wilkinson 'Fight for kisses'.

Myślę, że kampania jest naprawdę świetna. Uderza w czuły punkt rywalizacji z potomstwem i wielu ojców doskonale rozumie o czym mowa. Można również przypuszczać, że będzie jakiś ciąg dalszy, bo wygląda to jak trailer zapowiadający niezłą jatkę. A oprócz tego wszystkiego to kolejny dowód na to, że w każdej kategorii można zrobić coś ciekawego, dlatego takie narzekanie przedstawicieli niektórych branż w stylu "Wie pan, nasze produkty trudno się komunikuje" jest... jakby to powiedzieć... nudne ;)
poniedziałek, 12 listopada 2007
Reklama o reklamie
Pamiętam, jak pierwszy raz obejrzałem piłeczki Sony, od razu zaczęły się dyskusje, czy to jest fake czy nie. Znalazło się zaraz kilku 'specjalistów', którzy upierali się, że to na pewno jest fotomontaż, bo po co Sony miałoby wywalać tyle kasy w błoto i robić takie wielkie przedsięwzięcie. No i za jakiś czas się wyjaśniło... Otóż zaczął po sieci krążyć film z realizacji tego przedsięwzięcia, jakby był kolejną odsłoną kampanii. I wtedy się dowiedzieliśmy, że piłeczek było 250 tysięcy, że w tym celu zamknięto kilkadziesiąt ulic w San Francisco itd... I jak oglądam kolejne egzekucje tego konceptu, to widać, że nie tylko o kolor tutaj chodzi. Polecam link poniżej, który pokazuje ogrom i skomplikowanie prac przy realizacji ostatniej egzekucji 'króliki'. I to wszystko jest świetnym przykładem takiej crossmediowej kampanii, o której tyle się mówiło podczas Forum IAB 2007. W telewizji oglądamy samą egzekucję a w sieci możemy oglądać nie mniej ciekawy materiał z realizacji tego przedsięwzięcia. Swoją drogą dla telewizorów Bravia, które z racji samej kategorii muszą podkreślać technologię i zaawansowanie, takie skomplikowane organizacyjnie przedsięwięcia wykorzytujące proste techniki jak "spadające piłeczki", "strzelająca farba", czy "plastelinowy zwierzyniec" stoją w zgodzie z equity marki. Poniżej znajdziecie kolejne egzekucje dla telewizorów Bravia Piłki Farba Króliki
środa, 07 listopada 2007
Niech żyje wolność
Jakiś czas temu zawitałem na stronę Inrainbows.com, czyli miejsca, skąd ściągnąć możemy najnowszą płytę Radiohead. Nie byłoby w tym nic dziwnego i odkrywczego jeśli ten serwis działałby jak wszystkie inne. Tzn. wchodzimy na stronę, płacimy ustaloną cenę za album, następnie ściągamy album. Tutaj był jednak detal, który zmieniał wszystko. Za album (przed ściągnięciem) mogliśmy zapłacić od 0 do 99 dolarów. Czyli de facto mogliśmy ściągnąć krążek za darmo. I tak sugerowałaby logika, że jeśli coś można mieć za darmo to po co za to płacić. Ale jak podaje comScore, które przeanalizowało ten model, średnia cena albumu wyniosła 2,26 dolarów wśród wszystkich, którzy ściągnęli materiał. Poniżej dwie tabelki, które prezentują strukturę zasysania. Kilka rzeczy może tutaj zastanawiać. Muzyka i zespół z historią i niekłamanym temperamentem, który wszędzie na świecie ma ogromną rzeszę fanów powoduje, że mamy tutaj do czynienia z zakupem emocjonalnym, tzn. logika może mieć tutaj mniejsze pole rażenia. Sądzę, że taki sposób sprzedawania w przypadku chlebka byłby mało opłacalny. Poza tym, jeśli widzimy, że ktoś chce grać z nami w otwarte karty, wyciąga do nas rękę to działa tutaj reguła wzajemności i sypniemy czymś z sakiewki. Jak pokazują wyniki Amerykanie byli zdecydowanie bardziej skorzy do płacenia za kota w worku. Z punktu widzenia samego zespołu taki model też nie jest pozbawiony logiki biznesowej. Nie mają w zasadzie żadnych kosztów pośrednich. Cała kasa trafia bezpośrednio do zespołu i ewentualnie agencji, serwisu. Odpadają koszty dystrybucji, promocji, bo buzz zrobił się taki, że w ciągu tylko października stronę odwiedziło 1,2 mln użytkowników. A album wypaśny :)
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Brief